Annyeonghaeseyo !

Nawigacja: najedź na zdjęcie ¦



Strona główna Spis treści Annyeong! Jestem nieśmiałą dziewczyną z wielkimi marzeniami. Amatorsko piszę opowiadania o moich idolach.



Zapytaj :3


~ ask autorki bloga
~ ask designerki bloga

Zamówienia ¦


Napisz zamówienie tutaj ^-^
Kolejka-najbliższe zamówienia ¦

Kris-EXO, Yesung-Super Junior, V-BTS, J-Hope-BTS, Seungri-Big Bang ^-^


Tysiące myśli-7/?

Hej wszystkim!
Po tak długiej przerwie (za co z góry bardzo przepraszam, nie wiedziałam, że zbieranie resztek mojej weny z ziemi tyle zajmie TT) wreszcie wracam na bloga! ^^
Pisanie sprawia mi ogromną przyjemność, więc nie ma mowy, abym zapomniała o tym blogu, jeżeli już to co najwyżej moja wena jest bardzo niska, albo i nawet przekracza poziom zerowy i nie mam żadnych pomysłów na nowe opowiadania...
Tym razem chciałabym się z wami podzielić 7 rozdziałem mojego opowiadania "Tysiące myśli".
Mam nadzieję, że wam się spodoba i tym razem nie będę wam obiecywała, kiedy coś kolejnego dodam, bo jak widzicie to nie należy ode mnie TT.
Życzę miłego czytania i zachęcam do komentowania~ >< <3




Siedziałam w dość dużym i przytulnym pokoju trzymając w dłoniach kubek z gorącą czekoladą, którą przygotował dla mnie D.O. To czekanie, aż Kris przyjdzie jeszcze bardziej mnie irytowało. W głowie miałam tysiące różnych obrazów tego co ma zamiar mi powiedzieć. Nawet przeszło przez te najgorsze, w których nie wyobrażałam sobie, aby Lay brał udział. Podniosłam kubek by upić łyka napoju, ale po chwili jednak odstawiłam go na drewnianą ławę, która stała naprzeciw mnie. Nie mogłam wytrzymać tego wszystkiego. Wstałam z kanapy i już miałam nacisnąć mosiężną klamkę, gdy drzwi otworzyły się przed moim nosem.
-Wybierasz się gdzieś?-dobiegł do mnie głos Kris'a.
-Nie, ale nic by się nie stało, gdybyś przyszedł odrobinę wcześniej.-odparłam z irytacją w głosie. Chłopak nic nie odpowiedział tylko podszedł do masywnego, dębowego biurka i otworzył szafkę. Po chwili grzebania wyciągnął z niej małe pudełeczko z papierosami. Spojrzałam na niego pytająco. Chłopak przyjrzał się mi.
-Nie patrz się tak na mnie, i tak nie dostaniesz.-powiedział, przez zaciśnięte, od trzymania w nich papierosa, usta.
-A ktoś mówił, że chcę?-przekręciłam oczami.-Po prostu nie wiedziałam, że palisz.-dodałam po chwili.
-Wielu rzeczy o mnie nie wiesz.-kolejnym przedmiotem, który znalazł się w jego dłoni była srebrna zapalniczka, którą po chwili zapalił papierosa. Po kilku sekundach doleciał do mnie ten specyficzny zapach dymu. Skrzywiłam się nieco po czym ponownie usiadłam na kanapie. Zamrugałam kilka razy oczami, które nadal piekły mnie od łez.
-Możemy przejść do rzeczy?-spytałam ze spokojem.-Ta cała niewiedza przyprawia mnie tylko o zawroty głowy.-chłopak zaciągnął się, żeby po chwili wypuścić z ust dym.-Mógłbyś przestać grać takiego tajemniczego?!-zapytałam lekko zbulwersowana.
-Mogłabyś dać mi pomyśleć? Próbuje skleić słowa w jedną całość zważając również na to, że chodzi tu o twojego chłopaka.-otworzyłam na chwilę usta, żeby coś powiedzieć, jednak po chwili z powrotem je zamknęłam.-Wiem, że to dla ciebie trudne, ale uwierz mi, my wszyscy przez to przechodziliśmy, a nadal nie wiemy wszystkiego.-zgasił papierosa w popielniczce, która stała na blacie.-Wyobrażasz sobie jakie to jest frustrujące? Próbujemy zrobić wszystko, aby żyć w miarę normalnie, ale i tak nam się to nie udaje. Nie chcieliśmy, żebyś musiała przeżywać to samo, więc całą tą prawdę przed tobą ukrywaliśmy, nie robiliśmy tego z naszych egoistycznych zachcianek.-czemu on zawsze musiał sprawiać, że od razu robiło mi się głupio? Spuściłam lekko głowę w dół, żeby zakryć moje niemałe poczucie winy.-Jeżeli chodzi o Lay'a.-natychmiast,ponownie wbiłam w niego swój wzrok.-Eh...On miał najgorzej.-na chwile zastygłam, ale po chwili obudziłam się z tego, jakże niemiłego, transu.
-Co masz przez to na myśli?-zapytałam niepewnie chwiejnym głosem.
-Kiedy mieszkał jeszcze w Chinach jak był mały, musiał wiele przejść.-poczułam jak w gardle zaczęła mi rosnąć jakaś dziwna gula, a po moich plecach przebiegły dreszcze.-Miał dokładnie siedem lat jak jego rodzice zostali zamordowani.-w tym momencie kompletnie mnie zamurowało. Kris zaczął patrzeć się w podłogę.-Kilkanaście lat temu byłem na wakacjach w Chinach u mojej rodziny. Tam spotkałem Lay'a, a raczej usłyszałem jego błagalny głos. Moja mama była wtedy w sklepie, który był zaraz obok jego mieszkania, a ja stałem przed nim czekając na nią. W pewnym momencie dobiegł do mnie krzyk o pomoc. Jako dziecko byłem naprawdę ciekawski.-z jego ust wydobyło się jakby ciche prychnięcie.-Nie zważając na wszystko po prostu pobiegłem tam skąd słyszałem wołanie. Nadal pamiętam tą bladą, smutną i w cholerę przerażoną twarz Lay'a, klęczącego przy swoich rodzicach, którzy leżeli w jednej, wielkiej kałuży krwi, a on po prostu trzymał nad nimi ręce.-poczułam jak zrobiło mi się słabo i do oczu zaczęły cisnąć się łzy.-Już wtedy wiedział o swojej mocy, zresztą tak samo jak ja. Próbował ich leczyć, ale nawet to nie przyniosło żadnego skutku.-po moich policzkach spłynęły łzy.-Nawet on, który ma moc leczenia nie mógł nic zrobić rozumiesz?-poczułam jak głos Kris' się załamuje.-Później po prostu chwyciłem go za rękę i zabrałem go z tego piekła jak najszybciej, żeby nie było kolejnych ofiar. Czułem, że oni tam byli i wszystkiemu się przyglądali. Przez kolejne kilka miesięcy codziennie musiałem patrzeć się w jego puste, pełne bólu oczy. Nie jadł, nie spał i nic nie mówił. Jego ciało było całe wychudzone, a spod niemalże każdej koszulki wystawały jego żebra. A wiesz kiedy to wszystko ustąpiło? Wtedy, kiedy zobaczył cię po raz pierwszy na placu zabaw.-kiedy to usłyszałam nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku z moich ust. To wszystko za bardzo mnie zszokowało. Tak naprawdę nic nie wiedziałam o swoim chłopaku, nie wiedziałam przez co musiał przechodzić i jak mu było ciężko-_____, jesteś dla niego wszystkim rozumiesz?-kiedy usłyszałam te słowa, niemalże od razu wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę drzwi.-____ gdzie idziesz?!-usłyszałam za sobą. Szybko wytarłam łzy, które cały czas leciały z moich oczu i odwróciłam się w stronę Kris'a.
-Idę do Kai'a, żeby zabrał mnie pod dom Lay'a.-powiedziałam cicho. Chłopak nagle złapał mnie nadgarstek. Spojrzałam, na niego zdziwiona.
-Słuchaj nic mu nie mów o tym wszystkim o czym się dowiedziałaś. O jego przeszłości, i o tym, że wiesz, że jest jednym z nas. Jeżeli się o wszystkim dowie, to nie będzie mógł się skupić na misji.-Kris miał bardzo poważną minę.-Musimy znaleźć osobę odpowiedzialną za zaatakowanie ciebie zanim to się powtórzy.-kiwnęłam lekko głową.-Już wiesz, że on tu był, i że to on cię uleczył. To cofnięcie czasu też nie było przypadkowe, rozumiesz? Musimy wszystko naprawić. Gdyby Lay dowiedział się, że wszystko ci powiedziałem, to myślę, że mógłbym już sobie kopać grób. Jego przeszłość, ta jego ciemna stroną, którą chowa pod uśmiechem, jest rzeczą, o której bał się tobie najbardziej powiedzieć i też powinnaś choć trochę go zrozumieć.-rozumiałam i to bardzo dobrze.-Nie wszyscy z nas znają Lay'a. On nie chciał bezpośrednio się w to wszystko angażować, więc kontaktuje się tylko ze mną i z Suho.-Kris wreszcie puścił mój nadgarstek i odsunął się odrobinę ode mnie.-Wiedział, że jeśli wyjdzie na jaw kim jest, to tobie może stać się krzywda.-powoli wszystko stawało się jakby odrobinę jaśniejsze. Czułam się zła na siebie, że nigdy nie dostrzegłam tego jego prawdziwego „ja”, które starał się zatuszować. Przez cały czas żyłam wierząc w to, że przyjechał tu, aby zdobyć większe wykształcenie, a jego rodzice mieszkają w Chinach, mają się dobrze i są dumni, że ich syn sam daje sobie radę w obcym kraju. Pomimo tego wszystkiego nie czułam się okłamana, w końcu robił to dla mojego dobra. Nawet musiałam przyznać, że byłam mu za to wdzięczna, przecież chciał, abym wiodła normalne życie.
-Dziękuje Kris.-objęłam chłopaka rękami i mocno przytuliłam.-Naprawdę dziękuję, że mi to wszystko powiedziałeś.-poczułam jak odwzajemnia uścisk.
-Nie masz mi za co dziękować, w końcu jesteś dla mnie jak rodzina.-uśmiechnęłam się i zerknęłam na jego twarz.
-Będę się już zbierać, mam jeszcze zamiar odwiedzić Lay'a.-powiedziałam i odsunęłam się od chłopaka.
-Tylko pamiętaj, zachowuj się normalnie i jakby coś się działo to dzwoń.-wskazał na mnie palcem.
-Dobrze, pamiętam.-odparłam.
-Uważaj na siebie.-posłał mi swój szczery uśmiech, który tak rzadko było dane mi widzieć. Kiwnęłam głową i wyszłam z pokoju. Skierowałam się do salonu, z którego dochodziły dziwne krzyki oznajmiające zbulwersowanie. Kiedy weszłam do tego bardzo jasnego pomieszczenia zauważyłam Chanyeol'a i chłopaka z bardzo wyrazistymi kośćmi policzkowymi, którzy grali w grę na konsoli.
-Patrz Chen, zaraz cię wyprzedzę!-krzyknął uradowany brunet.
-To nie jest fair, przecież mówiłem, że muszę przynieść chipsy!-wrzasnął podburzony chłopak. Zachowywali się jak sześcioletnie dzieci, a nie faceci, którzy zaraz będą mieli, albo już mają dwadzieścia lat.
-Co nie jest fair? Trzeba było zostawić te chipsy w spokoju, ale skoro już je tu przyniosłeś to daj trochę.
-Chanyeol.-powiedziałam do chłopaka, który od razu na mnie spojrzał.
-Ooo ____, chodź pograsz z nami!-pomachał do mnie ręką ponaglając, abym usiadła pomiędzy nimi. Coś czułam, że jakbym to zrobiła, to znalazłabym się między młotem, a kowadłem, a w dodatku moje uszy byłby narażone na wielkie doznania związane z pęknięciem bębenków.
-Nie dzięki-odparłam nieco niepewnie.-Ja tyl...-nie mogłam dokończyć, bo brunet złapał mnie za dłoń i przyciągnął, czego skutkiem było to, że koniec końców i tak znalazłam się na kanapie pomiędzy nimi.
-Tak! Wygrałem!-wrzasnął Chen, który po chwili uniósł ręce wraz z padem do góry, wykonując w ten sposób gest zwycięstwa.
-Gramy od nowa! Wykorzystałeś moją nieuwagę, to się nie liczy!-myślałam, że naprawdę ogłuchnę od tych ich wrzasków. Po chwili zobaczyłam, że z kuchni wychodzi Luhan. Zerknął na mnie nieco zdziwiony, a ja posłałam mu błagalne spojrzenie, żeby mnie wyciągnął z tej dziwnej sytuacji. On tylko posłał mi oczko i odchrząknął teatralnie.
-Chanyeol, Chen co wy sobie wyobrażacie?-o mało nie wybuchłam śmiechem. Przepraszam Luhan, ale aktor to z ciebie nie najlepszy.- ____ nie czuję się jeszcze najlepiej, a wy drzecie się jej prosto do uszu. Może i was to nie obchodzi, ale nadal najprawdopodobniej boli ją głowa.-Luhan skarcił ich, a oni spojrzeli na mnie przepraszająco wraz z ich przeuroczymi minami zbitych psiaków. Szybko wstałam z kanapy i podeszłam do chłopaka.
-Dziękuje Luhan.-ukłoniłam się szybko i posłałam mu uśmiech. On tylko machnął ręką.
-Czasami naprawdę zastanawiam się jak wytrzymuję z nimi już prawie pięć lat.-zaśmiałam się cicho.
-Wiesz może, gdzie jest Kai?-Luhan zamyślił się na chwilę i dotknął ręką swojego podbródka.
-Hmm... myślę, że siedzi w swoim pokoju i szykuję się na lekcje.-odparł po chwili i zerknął na ciebie.
-Mogę wiedzieć jakie lekcje?-muszę przyznać, że interesowało mnie to jak wygląda ich życie.
-Tańca.-odparł.-Kai kocha tańczyć. Chodzi na te lekcje już ponad dziesięć lat.-kiedy to usłyszałam na moją twarz od razu wskoczyła dość zdziwiona mina.
-Wow-to było jedyne słowo, na które w tym momencie było mnie stać. Luhan już powoli zaczął odchodzić, ale ponownie zatrzymałam go.-Luhan.-chłopak odwrócił się w moją stronę.-Chciałam ci naprawdę podziękować ci za uratowanie mi życia.-kolejny raz się ukłoniłam.
-Nie ma za co.-blondyn podrapał się w tył głowy i subtelnie uśmiechnął.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Co się stało po tym jak dostałam zastrzyk?-Luhan wyglądał, jakby spodziewał się tego pytania.
-Kiedy przyszedłem nad rzekę to zauważyłem jak ktoś klęczał nad tobą i rozmawiał przez telefon. Jednak w chwili, w której mnie zauważył niemalże od razu podniósł się i rzucił we mnie nożem.-zauważyłam, że złapał się za zabandażowany nadgarstek i zaśmiał nerwowo.-Normalnie powinienem użyć swojej mocy i odepchnąć ten nóż prawda? Lecz w tym momencie nie mogłem zrobić nic, ponieważ on mnie oślepił.-nie wiedziałam co dokładnie miał przez to na myśli.-Rozmawiałem już o tym z Kris'em i Suho i to wszystko utwierdziło nas w przekonaniu, że ta osoba, która cię zaatakowała musi mieć moc.-w tym momencie wyraz twarzy Luhan'a był dość nieodgadniony.-Myślimy, że jest taki sam jak my, tylko że walczy po drugiej stronie barykady.-blondyn położył mi rękę na ramieniu i przybliżył się delikatnie.-Musisz uważać, on dokładnie wie co robi-szepnął mi wprost do ucha.-Ma wszystko przemyślane.-poczułam jak dreszcze przeszywają moje ciało na wskroś.-Suho powiedział, że cały czas masz się trzymać Lay'a, a jeżeli nie będziesz mogła, to od razu masz dzwonić do Kai'a, bo on najszybciej będzie mógł przyjść.-kiwnęłam głową na wznak, że zrozumiałam i jeszcze raz ukłoniłam się w jego stronę. Byłam mu bardzo wdzięczna za to wszystko, w końcu nie wiadomo co by się ze mną stało, gdyby nie on. Nawet nie chciałam sobie tego wyobrażać. Samo wspomnienie tej sytuacji przyprawia mnie o dreszcze. Po chwili Luhan uśmiechnął się ciepło w moją stronę i poszedł do pokoju obok. Przez chwile kompletnie wyleciało mi z głowy co miałam zrobić, ale na szczęście po kilku sekundach sobie przypomniałam. Chyba naprawdę nieźle musiałam przywalić w ten chodnik. W końcu skierowałam się ku mojemu pierwotnemu celowi czytaj: „pokój Kai'a”. Podeszłam do dosyć wysokich masywnych, dębowych drzwi i zaciskając ówcześnie rękę w pięść, zapukałam w nie. Po chwili usłyszałam krótkie: „proszę”, więc nie zastanawiając się dłużej otworzyłam je. Chłopak leżał na łóżku trzymając nad swoją twarzą telefon. Zerknął na mnie i zdziwiony szybko podniósł się do pozycji siedzącej.
-Coś się stało, że tu przychodzisz?-spytał i odłożył wcześniej trzymane przez niego urządzenie do kieszeni.
-Nic się nie stało, tylko mam do ciebie prośbę.-podrapałam się w tył głowy i podeszłam bliżej niego.
-Mam cię gdzieś zabrać, zgadłem?-poczułam się trochę głupio, więc po chwili zaśmiałam się cicho.
-Jakbyś mógł.-spojrzałam na niego, a on poklepał miejsce obok siebie, pokazując mi w ten sposób, abym obok niego usiadła. Po chwili podeszłam do niego i zajęłam wcześniej przez niego wskazane miejsce. Ten tylko położył mi rękę na głowie.
-Jak się czujesz.-drgnęłam lekko pod jego dotykiem.
-Już lepiej.-odsunęłam się odrobinę od niego.
-Mam twój telefon, wyciągnął dłoń w stronę biurka, które stało na końcu pokoju. Zobaczyłam na nim mój telefon, a raczej jego szczątki.-Jak sama widzisz, nie jest w najlepszym stanie.-kiwnęłam głową.
-To tylko telefon.-odparłam.-Powinnam się cieszyć, że ze mną wszystko w porządku.-Kai uśmiechnął się w moją stronę.
-Ale mam coś dla ciebie.-spojrzałam na niego lekko zdziwiona. Kai po chwili wyciągnął z kieszeni ten sam telefon co trzymał wcześniej.-To mały prezencik, masz w nim zapisane numery każdego z nas.-nie wiedziałam co powiedzieć, byłam im tak wdzięczna za to wszystko co dla mnie zrobili, że nie umiałam tego ubrać w słowa. Już miałam podziękować, ale chłopak mi przerwał.-Nie musisz dziękować, to dla twojego bezpieczeństwa. Jak już pewnie wiesz, to był pierwszy, ale na pewno nie ostatni atak na ciebie. Musisz bardzo uważać.
-Wiem.-odparłam. Naprawdę wiedziałam, że muszę na siebie uważać, ale już miałam dość tego wszystkiego na dzisiaj. Chciałam po prostu zobaczyć Lay'a.-Mógłbyś mnie zabrać do Lay'a?-chłopak zerknął na mnie.
-Twojego chłopaka?-kiwnęłam głową. Najwyraźniej Kai był jedną z osób, które nie znały Lay'a.-Dobrze, tylko powiedz mi gdzie mamy się udać.


Po kilku minutach stałam przed drzwiami do mieszkania Lay'a. Zacisnęłam dłoń w pięść i podniosłam ją do góry, aby zapukać. Dokładnie trzy razy moja skóra zetknęła się z szorstką powierzchnią dębowych drzwi. Pomimo dosyć głośnego pukania, z drugiej strony nie dotarł do moich uszu ani jeden dźwięk. W ogóle nie było słychać kroków. Uderzyłam w drewno, więc i drugi raz. Nadal nic.
-Może śpi.-sfrustrowana odsunęłam się o krok w tył i zaczęłam szperać w kieszeni z zamiarem wyciągnięcia telefonu. Nagle usłyszałam trzask drzwi na samym dole klatki schodowej, a po chwili dźwięk wbiegania po schodach. Odwróciłam się i zerknęłam w dół schodów. Piętro niżej stał oparty o ścianę Lay. Bardzo dobrze było słychać jego przyspieszony oddech. Na głowę miał założony kaptur, a twarz zakrytą czarną maseczką. Wychyliłam się zza barierki tak, że moje włosy zaczęły zwisać. Postanowiłam, że nie będę zdradzała swojej obecności. Dokładnie przyglądałam się temu co robił. Lay zdjął kaptur i jednym pociągnięciem również i jego maseczka zjechała w dół. W tym momencie rzuciła mi się w oczy krew spływająca z jego przeciętego łuku brwiowego. W jednej chwili zauważyłam również to, że chłopak trzyma dłoń mocno zaciśniętą na lewym barku.
-Szlag by to...-rozniósł się po klatce schodowej jego donośny głos. Byłam przerażona tym co zobaczyłam, ale nie mogłam dać po sobie znać, że cokolwiek wiem. Szybko więc zbiegłam po schodach w dół.
-Lay! Lay, co się stało?!-chłopak spojrzał na mnie i złapał się ręką barierki, odkrywając przy tym bark, za który się trzymał. Jego szara bluza była w tym miejscu cała zakrwawiona. Poczułam jak krew zaczęła mi szybciej płynąć w żyłach i automatycznie zrobiło mi się gorąco. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Wyciągnęłam dłoń, aby dotknąć jego twarzy, ale w jednym momencie chłopak runął na ziemię. Poczułam, jakby moje serca na chwilę stanęło, a mętlik ogarnął mój umysł. Szybko ukucnęłam przy chłopaku.
-Lay, co się stało?! Lay, błagam odezwij się!-zaczęłam potrząsać chłopakiem, ale ten nie dawał żadnej oznaki przytomności. Plama krwi na jego bluzie z każdą chwilą stawała się coraz to większa. Nie wiedziałam co robić, wpadłam w totalną panikę. Moje ciało całe zdrętwiało, a widok Lay'a w takim stanie przyprawiał mnie o dreszcze. Szybko złapałam go pod ramię i próbowałam go podnieść. Niestety nie miałam tyle siły w rękach, żeby unieść go całego, więc jego nogi bezwładnie ciągnęły się za resztą jego ciała, kiedy wchodziłam po schodach trzymając go pod ramionami. Tak bardzo bałam się, że coś mu się stanie. Wewnątrz mojego umysłu rozgrywała się walka między rozsądkiem, a pochopnością. Z jednej strony chciałam zadzwonić po karetkę, ale z drugiej wiedziałam, że to może tylko pogorszyć sytuację. Przecież on nie jest zwyczajny, a zabierając go do szpitala mogłabym tylko sprowadzić na nas większe nieszczęście. Po długiej drodze, aby pokonać schody prowadzące do mieszkania Lay'a, w końcu dotarłam do celu. Wyciągnęłam klucze z kieszeni bluzy chłopaka i szybko otworzyłam drzwi. Kiedy znalazłam się w środku natychmiast położyłam Lay'a na kanapie i pobiegłam do łazienki szukać czegoś co przydałoby się do opatrzenia rany. Zaczęłam otwierać wszystkie szafki, na które natrafił mój wzrok. W jednej znalazłam gazę jałową, w kolejnej wodę utlenioną, bandaże i pęsetę. Stwierdziłam, że to powinno starczyć do prowizorycznego oczyszczenia rany. Wróciłam jak najszybciej do Lay'a i rozpięłam jego bluzę, która była w jednym miejscu przedziurawiona. Odkrywając jego bark zamarłam. Rana wydawała się być dość głęboka, a z jej środka ciurkiem sączyła się krew. Rozerwałam białe opakowanie i wyciągnęłam z niego gazę, po chwili nasączyłam ją wodą utlenioną. Pomagając sobie przy tym pęsetą starałam się jak najlepiej zapobiec wdaniu się jakiegoś zakażenia. Położyłam dłoń na czole chłopaka, które było całe mokre od potu. Ponieważ nie mogłam zszyć rany musiałam na tym poprzestać, zaczęłam więc bandażować jego cały bark. Delikatnie podniosłam go do góry i kilka razy obwinęłam bandaż wokół niego. Kiedy w końcu skończyłam pogładziłam Lay'a po policzku.
-Błagam obudź się, nawet nie wiesz jak się martwię...-objęłam jego głowę ramieniem i przycisnęłam bliżej siebie. Dopiero teraz mogłam zacząć zastanawiać się co dokładnie mogło się zdarzyć. Wszystko wskazywało na to, że ktoś zaatakował go nożem, a to niemalże od razu przysunęło mi na myśl sytuację Luhan'a. Musiała więc to być ta sama osoba, która i mnie napadła. To wszystko zaczynało mi się coraz to mniej podobać, ale wyglądało to na elementy jednej, wielkiej układanki. Nagle ogromny ból owładnął moją głową.
-Co znowu?-szepnęłam. Zaczęło się dziać to samo co w pokoju Luhan'a. Złapałam się za włosy i nie mogąc wytrzymać tego strasznego uczucia po prostu stoczyłam się z kanapy na podłogę. Zacisnęłam oczy jak najmocniej umiałam, a spod moich powiek wypłynęły łzy. Z każdą chwilą ból stawał się silniejszy i po chwili do moich uszu zaczął docierać hałas. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, a następnie kroki. Przed oczami zobaczyłam miejsce, w którym leżałam, gdy zostałam zaatakowana. Nieznana postać nachyliła się nade mną i tak jak się następnie wydarzyło, dotknęła mojego policzka. Jednak w tym momencie usłyszałam coś, co wcześniej do mnie nie dotarło. Coś czego mój umysł najwyraźniej nie chciał przetworzyć.
"-Wybacz mi..."-były to jedynie dwa słowa, które wypowiedział napastnik. Takie krótkie, a zarazem całkowicie zmieniające sytuacje. Przeżyłam jakby deja vu, bo byłam pewna, że gdzieś już to wcześniej słyszałam...




Komentarze (0):

Prześlij komentarz